Rozważania Dzisiaj 09:51 | Redaktor
Szukali Jezusa… i usłyszeli zarzut. O czym zapominamy, robiąc „dobre rzeczy”?

Czy wystarczy chcieć dobrze, by naprawdę czynić dobro? Ewangelia, którą komentuje ks. Hubert Kowalewski CM, pokazuje coś znacznie bardziej wymagającego – i znacznie bardziej prawdziwego.

Tłumy szukały Jezusa. Nie byli obojętni, nie byli leniwi – podjęli trud, przeprawili się na drugi brzeg jeziora. A jednak, kiedy Go odnaleźli, nie usłyszeli pochwały. Usłyszeli zarzut.

„Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta” – te słowa stają się punktem wyjścia do refleksji nad tym, czym właściwie jest dobry czyn.

Jak przypomina ks. Hubert Kowalewski CM, Katechizm Kościoła Katolickiego wskazuje trzy warunki, które muszą być spełnione, by działanie było naprawdę dobre: sam czyn musi być dobry, intencja musi być dobra, a sposób działania – właściwy.

To rozróżnienie burzy nasze wygodne myślenie. Bo można robić rzeczy z pozoru dobre – pomagać, angażować się, działać – a jednocześnie kierować się motywacją czysto ludzką: wygodą, korzyścią, potrzebą uznania.

Ewangeliczny tłum nie był zły. Był po prostu… ludzki.

I właśnie w tym tkwi sedno przesłania. Jezus nie zatrzymuje się na moralnej analizie czynów. Idzie dalej i odpowiada na pytanie: „Co mamy czynić?”. Odpowiedź jest zaskakująca – i radykalna: „Wierzcie w Syna Bożego”.

To wiara porządkuje wszystko. To ona sprawia, że dobre czyny przestają być tylko ludzkie, a zaczynają być odpowiedzią na Boże wezwanie.

To także nadzieja dla każdego. Bo nawet jeśli nasze motywacje są niedoskonałe, nie przekreśla to drogi. Oznacza tylko, że trzeba ją uporządkować.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor