Felieton 7 Mar 2016 | Redaktor
Ksiądz Piotr Skarga o świętym Tomaszu z Akwinu

Znać Jego głos… [FELIETON]

Felieton 30 Apr 13:04

Dokąd zmierzasz, szkoło?

Felieton 21 Apr 07:46

Poniżej tekst dla koneserów! Jest to jeden z pomników literatury polskiej, wyjęty z Żywotów Świętych księdza Piotra Skargi o świętym Tomaszu z Akwinu. A okazją do tej niecodziennej publikacji jest przypadająca dzisiaj 742 rocznica śmierci wielkiego filozofa i teologa. W dawnym kalendarzu liturgicznym (przywróconym przez Benedykta XVI dla nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego) było to święto św. Tomasza z Akwinu, stąd odnotowane dziś w większości kalendarzy imieniny Tomasza.

Urodzony w zacnym domu hrabiów z Aquinu, z Landulfa ojca i matki Teodory, wielki i chwalebny kościelny Doktor, kolumna i podpora nauki katolickiej Tomasz Ś. W żywocie matki przez jednego pustelnika, na imię Bonusa, zwiastowany, jeszcze w dzieciństwie przyszłą swoję świętobliwość przez znaki łaski Bożej na sobie zwiastował; w kąpieli bowiem niewiedzieć skąd karty dostało dziecię, którą mocno ile mogło ściskając, wydrzeć jej sobie nie dopuściło, a gdy wydarta jemu była, Pozdrowienie Boga Rodzicy na niej się pokazało; której tak znowu płakaniem dostać chciał, iż się utulić nie dał, aż mu przywrócona była, której skoro dostał, w usta ją włożywszy, połknął. Dziecinne jego igranie i pociecha w płaczu nie była insza okrom książek; co było znakiem wielkiej nauki jego, która się potem pokazała.

W pięciu lat do zakonników Ś. Benedykta do klasztoru Kasynieńskiego dany był od Rodziców, nie bez osobnego daru Bożego nad nim, aby się jego młodość świeckim zmazaniem i towarzystwem nie naruszyła. Uprzedzała mądrość lata z podziwieniem innych; nauczyciela swego pytał często, coby to był za Bóg? A co mu powiedziano, to mocno w pamięci trzymał. Zachował się młodych leciach w statku wielkim, w skromności i milczeniu, tak dalece, iż nic płochego po sobie nie pokazował.

Oddany rodzicom w lat 10 w Neapolim się uczył, prędki w ostrym rozumie pochop biorąc, nabożeństwa nie zaniechał, owszem je raczej za fundament życia swego biorąc, P. Bogu się oddawał. Mając lat 13, opuściwszy bogate rodzice, świecką rozkosz, dobre mienie i zacność urodzenia, poniżył się w naśladowaniu ubóstwa Pana naszego, na dostąpienie doskonałości chrześcijańskiej, wstępując do zakonu Ś. Dominika. Matka jego z niewieściej ułomności bardzo się tem obraziła, i chcąc syna widzieć, gdy jej tego nie dopuszczono (bojąc się, aby go mocą z zakonu nie wzięła) tem się jeszcze więcej rozgniewała i starać się przez innych starszych synów swoich Landulfa i Arnolda poczęła, aby go dostali, a do niej przywiedli. Uchodząc tej trudności starszy zakonu Ś. Dominika, Tomasza z Neapolim do Rzymu wysłał, ale na drodze ręki i mocy braterskiej ujść młodzieniec nie mógł, gdyż pojmawszy go, do matki przywiedli.

Radziła mu matka, aby kaptur zrzucił, rozmaicie w tem serca jego macierzyńskiemi łagodnościami używając; ale twardym się w tem bardzo matce stawił on młodzieniec Ś., więcej bowiem sobie on zakonny ubior ważył, a niźli królewski szkarłat; matka jego o jego użyciu na to zwątpiwszy, na zamek go jeden osadzić i pod strażą chować kazała, tem z niego myśli zakonne chcąc wystraszyć; lecz i to jego ś. przedsięwzięcia nie osłabiło. Słała do niego często bracią, aby mu myśli one rozerwali; nakoniec siostry z wielkimi prośbami i słowami miękkimi przezwyciężyć serce jego chciały; ale on i w tej mierze szczęśliwym był, bo lubo obiedzie ku służbie Bożej gorącej swoją mądrą odpowiedzią i słowy Ducha Ś. Wzruszył, jednakże jednę do tego przywiódł, iż światem wzgardziwszy, mniszką została i szczęśliwie w czystym stanie i bogomyślności Żywota potem dokonała. Nakoniec (jako Pismo mówi: Z domowników naszych najwięksi nieprzyjaciele nasi), do srogiego się i piekielnego dzieła nań uciekli, naprawili bowiem nieuczciwą i urodziwą niewiastę, aby tajemnie do niego wszedłszy, o czystość się jego pokusiła; za której utraceniem, łacno się serce jego rozkoszą cielesną zjęte odmienić mogło. Gdy z jej ubioru, słów jadowitych i dotykania pobudkę do złego młodzieniec Ś. Poczuł, w sercu Chrystusowej pomocy wezwawszy i usty Imię jego ś. mianowawszy, skoczył do ognia w kominie gorejącego, skąd porwawszy głównią, na onę nierządnicę z gniewem tak uderzył, iż przestraszona uciekać musiała.

Za którą drzwi mocno zaparłszy, a oną głównią krzyż sobie na ścianie nakreśliwszy, padł na twarz swoję, z płaczem P. Boga prosząc, aby go przy czystości zachować raczył, a takiego nań upadku nie dopuszczał; długo tedy na modlitwie będący zdrzymał się i widział przez sen, iż lędźwie jego dwa Aniołowie pasem ściągali, mówiąc: Pasem cię czystości ściągamy, który się nigdy nie przerwie; a on tak wielką boleść na ciele uczuł, iż ocknąwszy się, głosem wielkim krzyknął tak, iż się straż do niego porwała; lecz on choć to przez sen widział, co mu się działo, nikomu jednak tego (aż przed śmiercią swoją bratu Reginaldowi) nie oznajmił. Od tego czasu wielki miał dar ś. Czystości, a przecię białych się głów rozmowy bardzo strzegł, chyba gdzie duchowna potrzeba to na nim wyciągała.

Po dwu leciech widząc matka stateczność jego, bojaźnią Bożą wzruszona i więcej mu do rzeczy ś. Nie przeszkadzając, dopuściła straży, aby go Dominikanom tajemnie wydali. Spuszczony oknem Ś. Tomasz, do Neapolim się wrócił. Potem na naukę do Paryża był posłany, gdzie starsi słysząc o sławnej a głębokiej nauce Wojciecha wielkiego w Kolnie, tam go na ćwiczenie, czego też i sam pragnął, posłali. Uczył się pilno, a w milczeniu tęż i cichości tak się zachowywał, iż go towarzysze jego, gardząc nim, niemym wołem nazywali; przez milczenie i skromność jego, tępy mu rozum przyczytając. Lecz się wkrótce jakim był, pokazało, gdy z posłuszeństwa na jednę trudną kwestyę odpowiadać musiał; za wzywaniem bowiem pomocy Bożej tak mądrze się sprawił, iż snać mało i mistrza nie przechodził; zaczem rzekł Wojciech Wielki: Tomaszu, nie tak na pytanie odpowiadasz, jako urzędu nauczyciela używasz; i obróciwszy się do uczniów, tak powiedział: Wy go niemym wołem zowiecie, ale ten wół tak ryknie, iż go świat wszystek słyszeć będzie; z czego się on jednak nie podniósł, ale w pokorze podlejszym się nad inne być poczytał. Prędko potem wzięty do Paryża, gdzie zostawszy w teologii bakałarzem, księgi Sententiarum Lombard, z wielkim wszystkich podziwieniem tak wykładał, iż każdy widzieć mógł, że od Pana Boga dar nauki wielkiej wlany miał.

Potem mu doktorem zostać kazali, z czego smutnym bardzo będąc, a niegodnośc sobie przypisując, na modlitwie gdy się frasował, miał jednej nocy takie widzenie: Zdał się być na modlitwie płaczliwy; i przyszedł do niego jeden wielebny starzec, pytając go, o coby z tym płaczem Pana prosił? A on rzekł: Oto mi doktorem zostać każą, a ja na ten urząd godnym się nie czuję i nie wiem co za temę, albo fundament przedmowy mojej wziąć mam. Rzekł mu on starzec: Bądź dobrej myśli, chce Pan Bóg, abyś w tem starszym swym powolny był; a za temę mieć będziesz, one słowa z Psalmu: Pokrapia góry z wysokości swojej, a z pożytku dzieła jego wysyca się ziemia. Wtem się ocknął i dziękował P. Bogu , iż jego modlitwę przyjąć raczył, zostawszy tedy doktorem, wielki pożytek Kościołowi Bożemu uczynił, nauczaniem i pisaniem.

Nigdy bez modlitwy do ksiąg się i pisania nie rzucił; i powiadał tajemnie bratu Reginaldowi, iż to, co umiał, nie tak z pracy swej, jako z daru Bożego dostąpił. Pisanie jego wszystek Kościół Boży do tego czasu oświeca, które lubo jest według onych czasów w słowach nie wyborne, ale rzeczy wielkich, głębokich i na zburzenie nieprawdy heretyckiej pełne, z trudnych się rzeczy bardzo łacno w pisaniu wykłada i czytelnika wielkim skarbcem ubogaca. Był w mowie ten Święty i w kazaniu szczęśliwy. Żydów niemało swą rozmową i modlitwą P. Bogu pozyskał. Ustawiczną pracą Kościół Boży i tę winnicę jego rozmnażał. W nabożeństwie bardzo gorący był, a osobliwie chęć miał ku Najświętszemu Sakramentowi; co dzień Mszę ś. Mając, a drugiej słuchając, przy której sam kapłanowi służył. Gdy co trudnego pisać i wykładać miał, nad pilność i modlitwę postu też używał, od Ducha Ś. Rozumienia i rozwiązania trudności prosząc. Częstokroć od rzeczy się trudnych odwodząc, w Żywotach i powieściach ŚŚ. Ochłodę swoję i czytanie miał, bojąc się, aby serce nie stwardziało, gdy się rozum ostrzy; bo bywa pospolicie, kto się w samej tylko nauce rozmiłuje, skruszenia serdecznego zapomina. Czasu jedneo, gdy się ochotnie w Neapolim przed krucyfixem modlił, głos taki usłyszał: Dobrześ o mnie pisał Tomaszu, jakiej chcesz odemnie zapłaty? A Tomasz Ś. Zawołał: Nie chcę nic innego, jedno samego ciebie Panie mój. Czem pocieszony Święty, tem więcej większą pracę na pożytek Kościoła Bożego podejmował, na częste się rzeczy Boskich uważania i rozmyślania z modlitwą udając.

W tem tak był gorący, iż częstokroć od siebie odchodząc, w ciele się być nie czuł i od zmysłów cielesnych odstępował. Raz u stołu króla Krancuzkiego Ludwika Ś., gdy pisał nieco przeciw kacerstwu Manicheuszowemu, a to, o czem w domu myślił, w głowie mu tkwiło, jedząc zawołał: Przekonani są Manicheuszowi; pisz bracie to, coć powiem. Wtem trąci go w bok przeor Paryzki, który podle siedział, mówiąc: Doktorze, u królewskiego stołu, a nie w komorze klasztornej siedzisz. A on się zawstydziwszy, króla o to przepraszał; król zaś wiedząc obyczaj jego, przyzwać wnet pisarza kazał, aby to, co mu przyszło do głowy, nie ginęło. Świeckiemi rzeczami mocno bardzo, ubóstwa Chrystusowego naśladując, gardził. Gdy jednego czasu wjeżdżając w Paryż bracia piękność i wielkość miasta chwalili, on rzekł: Ktoby mi dał obierać, mówiąc: Co wolisz, Paryż ten, czyli kazania Chryzostomowe na Ś. Mateusza, jabym się za książki jął.

Przetoż lubo wzywany na dostojeństwa kościelne, zezwolić jednak nigdy nie chciał. Urban IV arcybiskupstwo mu Neapolitańskie dawał, ale on z tego się pilnie wymówił. Nakoniec i w klasztorze żadnego urzędu i zwierzchności nie miał, ale zawżdy w wielkiem posłuszeństwie starszych swoich pokory Chrystusowej używał. Raz brat zakonny nowo do Bononii przybył i przeora o towarzysza na rynek ku sprawowaniu rzeczy pewnych prosił; przeor dał mu tego, któregoby w klasztorze potkał; ten potkawszy Ś. Tomasza sobie nieznajomego, powiedział mu o woli starszego, a on wnetże z bratem onym poszedł; lecz iż na nogi chory był, nie mógł się w chodzeniu zrównać onemu młodszemu, który prędko biegać i rzeczy swoje sprawować chciał; więc oglądając się, wołał nań on młodszy śmiało, a niemoc jego lenistwem zwał, mówiąc, aby prędzej chodził. Postrzegłszy to Bonończykowi, którym dobrze znajomy był, powiedzą onemu bratu, iż to jest Tomasz on, tak światu wszystkiemu znajomy człowiek; a dziwując się pokorze Ś. Tomasza, pytali go , czemu tak z onym bratem biegał? On im odpowiedział: Zakonne nabożeństwo na posłuszeństwie się funduje, przeto co za dziw, iż człowiek człowiekowi się dla Boga poddaje, ponieważ Bóg sam dla nas i zbawienia naszego, poddanym być u ludzi raczył.

Kazanie jego było łatwe do pojęcia ludzkiego, trudnych bowiem rzeczy nie rad na kazaniu prawił, ale je raczej do szkół odsyłał, a zbudowaniu serc ludzkich służył, to sam pierwej pełniąc, czego uczył. Przetoż iż wielki pożytek nauką czynił, ludzie go jako Apostoła i posłańca Chrystusowego słuchali. W Rzymie w poście, gdy szedł z kazania, niewiasta, czerwoną niemoc mająca, dotykaniem się jego sukni podołka zleczyła; drugi raz towarzysza, noszeniem kościŚ. Agnieszki, które zawżdy przy sobie miał, od febry zleczył; i wielą innemi cudami świętobliwość jego wsławić P.Bóg raczył. Nakoniec po wielkich i ustawicznych pracach swoich w Kościele Bożym, gdy był od papieża Grzegorza X, na koncylium Lugduńskie posłany, na drodze mając lat 50 zachorowawszy, udał się w chorobie do klasztoru Cystercyensów, Fossa nova nazwanego, do którego wchodząc, o śmierci swojej oznajmił, mówiąc: Tu jest odpoczniecie moje; gdzie gdy widział bracią Onego zakonu bardzo do posługi swej ochotne, wstydził się tego, tak mówiąc: Czy także słudzy Boży mnie człowiekowi nędznemu służyć mają? A gdy zakonnicy oni prosili, aby im jaką pamiątkę pisania swego zostawił, w chorobie onej wykładał pisaniem Pienia Salomonowe, prawdziwie na on czas, gdy się sam do pienia onego górnego i niebieskiej muzyki gotował.

Gdy już w niemocy jeść nie mógł, pytali go, czemby się przecię posilić mógł? Powiedział: Gdyby były śledzie świeże, jakie w Paryżu bywają, podobno mógłbym je jeść. A iż w onej stronie o takich śledziach ani słychać, gdy kupiono dla niego innych rybek, które Włosi sardy zowią, cudem Bożym w śledzie się takie, jakich pragnął obróciły; z czego dziwując się wszyscy, z wielką mu je radością nieśli. Lecz on dobroć Bożą sławiąc, jako Dawid onej krwią mężnych żołnierzów dobytej wody z cysterny w Betleem pić, tak on jeść ich nie chciał, ale je P. Bogu ofiarował, a coś innego trochę zjadł, myśląc sobie, iż innej potrawy już było potrzeba, to jest onej, która żywot daje wieczny. Zaczem prosił aby mu Przenajśw. Sakrament podany był, który z wielką pokorą i wyznaniem katolickiem przyjąwszy i pomazanie oleju ś. Wziąwszy, ducha P. Bogu oddał, ten wielki a sławny mąż w nauce i żywocie, który słusznie Anielskim Doktorem nazwany jest, którego jako za żywota, tak i po śmierci Pan Bóg wielkimi cudami uczcił. Jakoż się świętej modlitwie grzeszni pokornie zalecając, prośmy P. Boga w Świętych swoich chwalebnego, abyśmy to, co ten Ś. Doktor napisał, zrozumieć, a to, co uczynił, naśladowaniem wypełnić mogli, przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, któremu z Ojcem i z Duchem Ś. Równa chwała na wieki, Amen.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor