Felieton 6 Feb 2020 | Redaktor
O. Wenanty Katarzyniec - Sługa Boży

O tym, że Kalwaria Pacławska jest Sanktuarium Matki Bożej i Męki Pańskiej, wie prawie każdy pielgrzym odwiedzający to miejsce. Jednak w ostatnim czasie można zauważyć, że często powodem pielgrzymowania jest, coraz powszechniejszy, kult czcigodnego Sługi Bożego ojca Wenantego Katarzyńca. „Po dekrecie papieża Franciszka [o heroiczności cnót] ojciec Wenanty bardzo ożył w pamięci nas – franciszkanów, ale również pielgrzymów przybywających do sanktuarium – mówi o. Edward Staniukiewicz z Kalwarii Pacławskiej. „Można powiedzieć, że coraz częściej interweniuje w naszych ludzkich sprawach prosto z nieba”.

Zwyczajne rzeczy – nadzwyczajnie

Dlaczego to właśnie taki zwyczajny na pozór zakonnik, który wiódł życie ciche, spokojne, wiernie wypełniając regułę zakonu, jest inspiracją dla wierzących w naszych czasach? Być może współczesny człowiek właśnie za tą wewnętrzną ciszą i pokojem serca tęskni najbardziej. W życiu o. Wenantego nie było pogoni za czymś wielkim po ludzku, potrafił jednak „rzeczy zwyczajne wykonywać w sposób nadzwyczajny”, jak mówił o nim jego przyjaciel, św. Maksymilian Maria Kolbe.

Franciszkanie i wierni, którzy poznali o. Wenantego, wspominali go jako wspaniałego spowiednika i kaznodzieję. Zakonnik swój czas poświęcał ludziom, nie zapominając o oddaniu Bogu, modlitwie i umartwieniach. Zdobywał sympatię i szacunek zarówno „młodzieży zakonnej”, jak i starszych współbraci. Nie tylko za życia, ale i po swojej śmierci Wenanty działał dla dobra ludzi. Po tym, jak ojciec Kolbe oddał jego wstawiennictwu pierwsze wydanie „Rycerza Niepokalanej” i pismo, mimo wielu przeszkód, zdołano wydać na czas, wydawnictwo wybrało go na swojego patrona.

Do Maryi i Wenantego

Podążając śladami o. Wenantego, pielgrzymi docierają do Kalwarii Pacławskiej, leżącej na Podkarpaciu niedaleko Przemyśla, w otoczeniu lasów, pól i łąk. To tu duchowny przyjeżdżał jako kleryk, w tym miejscu spędził też ostatnie miesiące swojego życia. Gdy zmarł – 31 marca 1921 r. –został pochowany na miejscowym cmentarzu.

Choć od śmierci Sługi Bożego minęło już niemalże sto lat, sanktuarium nawiedzane jest cały rok przez wiernych oddających swoje prośby i składających dziękczynienie na ręce Matki Bożej. Wiele osób podkreśla również niezwykłe działanie zakonnika w ich życiu, świadcząc o jego cudownym wstawiennictwie w trudnych życiowych sytuacjach. „Wenanty wciąż działa – mówi o. Staniukiewicz – doświadczam tego bardzo osobiście”.

Ratuje w kłopotach

Wiele świadectw ludzi, którzy prosili o interwencję Sługi Bożego, podkreśla jego niezawodność w finansowych tarapatach, obawach o przyszłość zawodową czy sytuację rodzinną. „(…) przez kilka miesięcy mieliśmy w zakładzie problemy finansowe. Firmy nie płaciły, a opłaty są ciągle stałe i rosną – napisała w swoim świadectwie pani Jola. – Kilka dni temu napisałam prośbę i dziś zdarzył się cud. Zaległe płatności wpłynęły bez problemu. Dziękuję całym sercem, Ojcze Wenanty”. Inni dziękują za uniewinnienie w sprawie sądowej, znalezioną w niespodziewany sposób pracę,czy znalezienie mieszkania. Nieustannie rośnie liczba osób, które doświadczają niezwykłych łask za pośrednictwem czcigodnego Sługi Bożego.

Po dziś dzień do Kalwarii pielgrzymują wierni, by razem z nim odkrywać drogę swojego powołania i doświadczać jego wstawiennictwa. Dla poszukujących wyciszenia kustosze Sanktuarium organizują cyklicznie weekendy w milczeniu, podczas których uczestnicy zgłębiają duchowość kandydata na ołtarze w otoczeniu niecodziennej atmosfery sanktuarium. Do Kalwarii przyjeżdżają zarówno duchowni, osoby zakonne, młodzież, jak i małżeństwa, by w skupieniu oddawać się rozważaniom dotyczącym własnej duchowości przez pryzmat życia Wenantego.

Zofia Płachta

W oparciu o: wenanty.pl. Cytaty o. Edwarda Staniukiewicza z audycji w radiu Fara z 4 kwietnia 2018 r. („Coraz bliżej ołtarzy”).

źródło: Tygodnik Bydgoski

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor