Styl życia Dzisiaj 12:28 | Redaktor
Od nienawiści po skruchę. Niezwykłe świadectwo Łukasza

fot. facebook/Siostry Bernardynki

Łukasz z Warszawy zadzwonił do sióstr bernardynek ze Świętej Katarzyny w województwie świętokrzyskim. Rozmowa nie należała do miłych. Pan Łukasz rozpoczął od awantury... a zakończył na podziękowaniach, którymi siostry podzieliły się na swoim profilu facebookowym.

Klechy i pieniądze

Jak czytamy w liście od pana Łukasza, przez lata był on wrogiem Kościoła. Krytykował go w komentarzach, artykułach i dyskusjach, czując że "walczy o sprawiedliwość" i jest moralnie wyższy. Zarzucał duchowieństywu nieznajomość życia, celibat, pasożytnictwo i chciwość.  Momentem przełomowym okazał się artykuł zakonnic pt. „Franciszek i Kościół – miłość wymagająca”. Pod wpływem wzburzenia, Łukasz zadzownił do sióstr przez Messengera. Ten telefon zmienił jego spojrzenie na Kościół, ale przede wszystkim na siebie samego. 

Spokój zwycięża gniew

Siostra, która odebrała połączenie, w milczeniu wysłuchała długiego potoku zarzutów i pogardliwych słów pana Łukasza. Kiedy skończył, zadała mu jedno pytanie:

 Co pan powie o sobie? Coś prawdziwego. Coś trudnego...

 Łukasz poczuł wściekłość i zaczął wykrzykiwać, że całymi dniami pracuje, a zakonnice nic nie robią, tylko żebrzą. Siostra była niewzruszona:

A ten język, którym pan się do mnie zwraca? Ta pogarda wobec mnie jako kobiety? Jak pan to nazwie: odwagą, prawdą… czy przemocą? Mówi pan, że Kościół pana krzywdzi. Proszę mi powiedzieć — który Kościół? Ten, do którego pan nie chodzi? Sakramenty, z których pan nie korzysta? Wspólnotę, której pan nigdy nie wspierał? Czy raczej żyje pan plotkami, hejtem i cudzym gniewem — i tym zatruwa pan własne sumienie i powietrze innym?

To skłoniło  rozmówcę do zastanowienia. Zakonnica zapytała, czym konkretnie kościół go skrzywdził. Zwróciła też uwagę, że datki na tacę są dobrowolne i nikt siłą nie wyciągnął mężczyźnie pieniędzy z portfela. 

Rozmowa o... sumieniu

Siostra nie pozwoliła panu Łukaszowi na zerwanie połączenia. Zaczęła opowiadać o wspólnocie grzesznych ludzi, świętości Eucharystii, "która pozostaje święta nawet wtedy, gdy szafarz jest niegodny"  i o grzechu pychy, który przejawia się w krytyce, bez osobistej odpowiedzialności.

Nie dawała się wciągnąć w manipulacje. Punkt po punkcie rozbrajała moje argumenty. Spokojnie. Z klasą. Obnażając moją bezszczelność i arogancję — ale bez upokarzania.
Na końcu zapadła cisza. I wtedy powiedziała jedno zdanie. Cicho. Precyzyjnie. Bez triumfu:
— „Wie pan, Kościół przetrwał większych wrogów niż pan. Pytanie tylko, czy pan przetrwa własną nienawiść.”
Nie stałem się nagle święty. Ale po raz pierwszy w życiu przestałem krzyczeć na Kościół, a zacząłem słuchać, co on mówi o mnie. I to bolało bardziej niż wszystkie moje teksty razem wzięte — relacjonuje pan Łukasz.
Autor listu z podziękowaniami dla sióstr, przestrzegł wszystkich, którzy niszczą obraz Kościoła i poprosił o modlitwę w swojej intencji. 
Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor