Gustave Thibon – realizm, tradycja i powrót do rzeczywistości
fot. Wikipedia
W rocznicę śmierci Gustave’a Thibona prof. Jacek Bartyzel przypomina w mediach społecznościowych postać jednego z najoryginalniejszych katolickich myślicieli XX wieku: wieśniaka-filozofa, mistyka i poety, który bez akademickiej kariery potrafił postawić diagnozę nowoczesności ostrzejszą niż niejeden profesor Sorbony.
Inne z kategorii
Koronacja Chrobrego – fundament polskiej tożsamości chrześcijańskiej
Śmierć Chopina
Chłopski filozof i „Pascal XX wieku”
Gustave Thibon (1903–2001) przez całe życie pozostał wierny rodzinnej wsi Saint-Marcel d’Ardèche, gdzie uprawiał winnicę. Formalnie wykształcony jedynie w kilku klasach szkoły powszechnej, był zarazem poliglotą czytającym w siedmiu językach – w tym klasycznych – i wykładowcą zapraszanym na najbardziej renomowane uczelnie świata. Przyjmowany przez papieży, kardynałów, królów i arystokratów, otrzymał Wielką Nagrodę Literacką (1964) oraz Filozoficzną (2000) Akademii Francuskiej. Gabriel Marcel nazwał go nie bez powodu „Pascalem XX wieku”.
Jego duchowymi mistrzami byli św. Tomasz z Akwinu w filozofii i teologii oraz św. Jan od Krzyża w mistyce. W sporach kościelnych Thibon wspierał abpa Marcela Lefebvre’a w walce o zachowanie Tradycji, widząc w niej nie muzealny relikt, lecz żywą zasadę ładu.
Realizm ontologiczny przeciw „rządom słów”
Jak przypomina prof. Bartyzel, Thibon był jednym z najostrzejszych krytyków nowoczesnej demokracji rozumianej jako system oderwany od rzeczywistości. Jego „retour au réel” – powrót do rzeczywistości – był odpowiedzią na nominalizm i demoliberalne „rządy słów”. Demokrację określał prowokacyjnie jako „sztukę przeszkadzania zwykłym ludziom w zajmowaniu się tym, co ich rzeczywiście dotyczy, a jednocześnie zmuszania ich do decydowania o tym, o czym nie chcą w ogóle słyszeć”. Skutek? „Prawa” ludu stają się fikcyjne, za to alienacja – realna.
W tym samym kluczu analizował desakralizację: zniszczenie tabu, zastąpienie religii objawionej bałwochwalczym kultem człowieka oraz znieprawienie języka, który przestaje świadczyć o rzeczywistości, a zaczyna ją zastępować. Taki proces – ostrzegał – toruje drogę totalitaryzmowi bez potrzeby fizycznego terroru: wystarczy umasowić społeczeństwo i przekształcić je w tłum konsumentów.
Pomiędzy Maurrasem a realizmem bez złudzeń
Choć politycznie pozostawał rojalistą i uznawał autorytet Charles’a Maurrasa, nie podzielał „restauracyjnego” optymizmu swego mistrza. Totalny triumf techniki i technokratyzmu nad osobą ludzką uważał za zjawisko bez precedensu w historii. Skala dekadencji nie była jednak dla niego usprawiedliwieniem bierności.
Małe wspólnoty, wielka praca
Recepta Thibona była wymagająca i daleka od spektakularnych skrótów: cierpliwe budowanie małych wspólnot duchowych, odbudowa tradycyjnej rodziny, wspólnot sąsiedzkich i lokalnych, oczyszczanie wiary katolickiej z modernistycznych naleciałości oraz – nade wszystko – konsekwentne świadectwo chrześcijańskiej miłości bliźniego. Tylko tą drogą możliwa jest restauracja społeczeństwa organicznego, którego zwieńczeniem – jeśli w ogóle – może być dopiero na końcu „powrót króla”.
Tradycja i prawda
W cytowanym przez prof. Bartyzela fragmencie Thibon streszcza własną metodę myślenia:
„Jak pogodzić wierność tradycji z poszukiwaniem prawdy, która wydaje się tej tradycji przeczyć? Odpowiedź: drzewo żywi się ziemią, w której tkwią jego korzenie, a równocześnie światłem słonecznym. Tak następuje klaryfikacja soków…”
To obraz myślenia zakorzenionego i otwartego zarazem – bez zdrady korzeni i bez lęku przed światłem.