Felieton 17 Jun 2019 | Redaktor
Odmitologizować rozumienie daru Bojaźni Bożej - Maksymilian Pwęski

Ostatnim z siedmiu darów Ducha Świętego, o których poucza nas katechizm jest bojaźń Boża. Jak już wcześniej wspominaliśmy, dary Ducha Świętego są nadprzyrodzoną pomocą dla naszych cnót zarówno tych naturalnych, którymi są roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo, jak i tych Boskich, czyli wiary, nadziei i miłości. Są jakby wykończeniem, ostatnim „szlifem” wychowania, dokonywanym przez samego Ducha Świętego, który i do Apostołów przyszedł na samym końcu, gdy już byli przygotowani przez całą tradycję Starego Testamentu i nauczanie oraz obecność samego Syna Bożego, czyli Jezusa Chrystusa.

Te właśnie dary mają być dla nas pomocą, zwłaszcza we wszystkich okolicznościach wyjątkowo trudnych, jak to zresztą sam nasz Pan zapowiedział: „A gdy was prowadzić będą, aby was wydać, nie troszczcie się przedtem, co byście mówić mieli, ale co wam w owej godzinie będzie dane, to mówcie. Albowiem nie wy mówicie, ale Duch Święty” (Mk 13, 11). Jednak dary te pożyteczne są również na czas codziennego zwyczajnego życia i mają stale kierować naszym postępowaniem, a tym będą skuteczniejsze, im bardziej świadomie będziemy się uciekać do ich pomocy. Zwracanie się do tych darów jest istotą mistyki. Jak bowiem świetnie to ujął święty Paweł, „Ci, których ożywia duch Boży, są synami Bożymi” (Rz 8, 14). Tak jak Platon pouczył nas o naturalnych cnotach, tak św. Paweł jest tym, który pierwszy poucza nas o darach nadprzyrodzonych.

Bojaźń Bożą czynią trudną do zrozumienia pewne przyzwyczajenia naszej mowy potocznej. Pokolenie naszych dziadków często posługiwało się na przykład uwagą „Bój się Boga!”, zwracaną komuś, kto nosił się z zamiarem jakiegoś zuchwałego a złego czynu. Jasne jednak było w tym zawsze, że to nie Bóg ma być tym, kogo mamy się dosłownie bać, nie On ma w nas wzbudzać strach, czy obawę, ale właśnie zło przeciw Bogu zwrócone, którego mielibyśmy się dopuścić, a które tego Boga, dobroć samą by obrażało, zwracając się przeciw tej dobroci. Owszem, w naszym wyrażeniu „Bój się Boga!”, od którego właśnie bojaźń Boża wzięła nazwę, istnieje obawa kary Bożej. Ale kara ta jest przecież konsekwencją zła, które my sami przeciw dobroci Bożej wyrządzamy. Tak więc treścią bojaźni Bożej, która jest darem Ducha Bożego, jest obawa przed wyrządzeniem zła.

Co natomiast powoduje, że zwracamy się do zła? Opat Prosper Gueranger, wielki dziewiętnastowieczny odnowiciel benedyktynów, wspaniale zauważał jaka wada się z tym łączy: „Przeszkodą dla dobra jest w nas pycha. Pycha powoduje, że sprzeciwiamy się Bogu, uważamy samych siebie za swój cel, jednym słowem: że gubimy siebie. Jedynie pokora może nas wybawić z tak wielkiego niebezpieczeństwa. Kto da nam pokorę? Duch Święty, który rozlewa w nas dar bojaźni Bożej”.

Właśnie ta myśl, która tak świetnie oddana jest akurat w tym polskim „bój się Boga”, jest myślą o majestacie Boga, jest myślą o słusznym sądzie Bożym, który przecież każdego z nas czeka przy końcu tego życia. Ta myśl przypomina nam także, że jesteśmy „tylko ludźmi” którzy zawsze mogą upaść jeśli tylko zabraknie im Bożej łaski. Swoją drogą ten brak, wbrew temu, co czasem sobie wyobrażamy, nigdy nie wynika z tego, że Bóg nam łaski nie dał, bo Bóg ją zawsze daje obficie, a zwłaszcza przez sakramenty. Ale niestety my potrafimy skutecznie się łasce Bożej sprzeciwiać. Bóg dał człowiekowi moc sprzeciwienia się Bożym planom lub wspaniałego wejścia w te plany. Wybór należy zawsze do nas.

Gueranger przypomina nam także sformułowanie z listu do Filipian o „bojaźni i drżeniu” (2,12). Stąd też wziął się tytuł słynnego dzieła jednego z prekursorów egzystencjalizmu. Ale — pisze dalej Gueranger — „ta bojaźń, która jest darem Ducha Świętego, nie jest grubym uczuciem, ograniczającym się do wywołania w nas przerażenia na myśl o karze wiecznej. Bojaźń ta utrzymuje nas w skrusze serca, choćby nasze grzechy były od dawna przebaczone. Przeszkadza nam zapomnieć o tym, że jesteśmy grzesznikami, że zawdzięczamy wszystko miłosierdziu Boskiemu, oraz że teraz jesteśmy zbawieni jeszcze tylko w nadziei” (por. Rz 8,24).

Bojaźń Boża staje się rzadsza we współczesnym świecie dlatego że coraz bardziej świat ten ceni sobie niezależność i wolność. Ale jest to wolność fałszywa, prawdziwą bowiem daje tylko prawda, której poznanie nas wyzwala, a prawda jest istotą prawdziwej pokory. Prawda o nas samych pokazuje, że nie jesteśmy zdolni sami z siebie do dobra. Niestety, jednym z fałszywych tonów współczesnej religijności jest poufalenie się z Bogiem, które zbyt często zastępuje podstawę życia chrześcijańskiego, którą jest pokora. Gueranger nazywał to, wówczas, w XIX wieku, jedną z plag naszych czasów, a przecież sytuacja w tym względzie nie poprawiła się dziś.

Pycha, spoufalanie się z Bogiem, powoduje zatrzymanie się rozwoju duchowego. Człowiek zaczyna żyć złudzeniem. W tej sytuacji nawet moc łaski zawartej w sakramentach staje się mocno ograniczona. Dar bojaźni zostaje zagłuszony samozadowoleniem duszy, w której wygasła pokora.

Prośmy Ducha Świętego o przywrócenie nam daru bojaźni: „Służcie Panu w bojaźni, a radujcie się Mu ze drżeniem” — mówi psalm drugi.

Za tydzień, wciąż za wielkim Guerangerem, o kolejnym darze — pobożności.

Maksymilian Powęski

źródło: Tygodnik Bydgoski

foto: Jan Matejko, "Wniebowstąpienie"

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor