Kultura 8 Oct 2015 | Redaktor
Oryginalnie i ze smakiem

„Europa. Śledztwo” na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy

Nie wiem, czy poszłabym na to przedstawienie gdyby nie wręczone mi w pośpiechu bilety przez kolegę, którego dom na kilka dni zamienił się w szpital. Pewnie bym się nie wybrała. Traf jednak chciał, że mój domek akurat wyszedł z pierwszych poważnych jesiennych infekcji na prostą i mogłam wbrew logice, o w środku tygodnia, wyjść z mężem do teatru.

Mała scena, ascetyczna scenografia, takaż obsada. Światło i przez pierwsze pół spektaklu tylko ekspozycja cudownie wygimnastykowanych ciał. Ekspresja jednak tak silna, że zapiera dech w piersiach, a cisza bądź muzyka, bo obie się przeplatają, tak wymowna, że można zacząć się nie zastanawiać o co chodzi. Skoro tylko jakaś bieganina i ekspresyjne twarze próbują do nas – widzów przemówić, to cóż w takim razie przekazują?

I tu zaczyna się przygoda, bo właściwie można dostrzec tyle ile się jest w stanie zrozumieć. Do mnie najbardziej dotarła konieczność współistnienia, gdy Trzy tancerki ustawiają się w przedziwnych figurach, komponując rzeźby z własnych ciał i synchronizując je z dużą delikatnością. Podobało mi się, że wspólnie doświadczają tych samych uczuć, w tych samych miejscach przechodzą przez te same traumy. I to wszystko wyrażone ciałem, bez słów. Czasem z intensywnie wciskającą się w przestrzeń muzyką w tle, ingerującą w zmysły, prowokującą rytmiczność poruszania się.

Cały czas widać zawieszone nad sceną worki, których zawartość długo pozostaje nieznana. I w pewnym momencie jakby przełom. Trzy postacie zaczynają interesować się tym, co nad nimi wisi. Każda rozrywa swój wór, z którego wypadają ciuchy (ubrania to zbyt szlachetna nazwa) i zaczynają się w nie ubierać. Pojawia się słowo. Słowa. Potoki słów. Lawiny słów. Aktorki mówiąc, obnażają coraz mocniej rzeczywistość, choć same są coraz grubiej i monstrualnie są ubrane. Każda z nich własny obłęd karykaturalnego strojenia się zakończy inaczej. Obłęd wszystkich zakończy się wymowną ciszą.

Nie chcę więcej opisywać tej sztuki, bo nie po to piszę, by mój tekst stał się czymś zamiast biletu do teatru. Naprawdę polecam jego obejrzenie.

Podobało mi się. Oryginalnie a jednak ze smakiem. Owszem jest woda i plucie nią, ale ma to swój sens i użyte jest z umiarem. Owszem jest nagość, ale bardzo dyskretna i subtelna. W żaden sposób nie kłuje w oczy. Owszem jest agresja, ale i ona ma swoje granice, a poza tym naprawdę doskonale ilustruje, co się dzieje z nami kobietami, gdy wpadamy do dobrze zaopatrzonego ciuchlandu.

Teatr Polski w Bydgoszczy wiele by się mógł od tego przedstawienia nauczyć. No i oby tak było, wszak po to także jest Festiwal PraPremier.

Beata Wróblewska

„Europa. Śledztwo”, reż. Weronika Pelczyńska, Iza Szostak, Magda Jędra.

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor