Liturgia Wczoraj 13:37 | Redaktor
Msza bez Kyrie? Zbyt łatwo się na to godzimy

W niedzielnej Mszy coraz częściej słyszymy wiele słów, a coraz rzadziej te trzy, najprostsze i najstarsze. Kyrie eleison – to modlitwa Kościoła pamiętająca czasy, gdy liturgia nie potrzebowała komentarzy – bywa dziś pomijana w imię skrótu, wygody albo źle pojętego „ułatwienia”. A przecież bez niej Msza traci jeden ze swoich najbardziej zasadniczych głosów.

Reforma liturgiczna przyniosła Kościołowi wiele nowych możliwości. Jedną z nich było zróżnicowanie form aktu pokuty na początku Mszy Świętej. Obok tradycyjnego Confiteor (Spowiadam się...) pojawiły się inne formy, w tym dialogowe wezwania zakończone odpowiedzią „zmiłuj się nad nami, Panie”. Jednocześnie w niektórych celebracjach – jak Msza z udzieleniem chrztu czy Msza ślubna – Kyrie eleison (czyli Panie zmiłuj się nad nami) bywa całkowicie lub częściowo pomijane.

Formalnie wszystko się zgadza. Rubryki to dopuszczają. Ale liturgia to nie tylko to, co „wolno”, lecz także, a może nawet przede wszytkim, to co warto zachować.

Tropy: forma pomocnicza, nie zastępcza

Szczególnym przypadkiem są tzw. tropy („Panie, który przyszedłeś zbawić…”, „Chryste, który jesteś światłem…”). Choć dziś bywają traktowane jako „bogatsza” forma aktu pokuty, ich geneza jest dość prozaiczna. Powstały one jako pomoc pamięciowa dla długich melizmatów Kyrie w chorałowych melodiach. Słowo miało pomóc śpiewakowi utrzymać melodię, nie zastąpić samego wezwania.

Tymczasem dziś często dzieje się odwrotnie: melodia znika, Kyrie znika, zostaje kilka opisowych zdań, które – choć poprawne teologicznie – nie mają ciężaru ani formy starożytnej aklamacji. To tak, jakby zamiast dzwonów przed Mszą odczytać ich opis.

Kyrie: teologia w trzech słowach

Tymczasem Kyrie eleison niesie w sobie teologię skondensowaną do granic możliwości.

Po pierwsze: nie jest wyznaniem grzechów, lecz wołaniem do Pana obecnego. W Kyrie Kościół nie analizuje swoich win, lecz zwraca się ku Chrystusowi, uznając Go za Zbawiciela. To modlitwa eschatologiczna, a nie psychologiczna.

Po drugie: to wołanie ludu do Boga, a nie komentarz celebransa do zgromadzenia. Kyrie jest aklamacją – i jako taka powinna być śpiewana, a nie recytowana mimochodem.

Po trzecie wreszcie: trzykrotne (lub dziewięciokrotne) wezwanie od wieków było odczytywane w kluczu trynitarnym, nawet jeśli sama liturgia nie potrzebowała do tego dopisku teologicznego. Tu lex orandi wyprzedza lex credendi. Wiem, reformatorzy tę trynitarną interpretację zakwestionowali. Czy słusznie to inny temat. Ale nawet jeśli to przyjmiemy i uznamy całe Kyrie jako wołanie do Chrystusa, cała argumentacja, którą tu prowadzę pozostaje ważna! 

Argument tradycji: starsze niż większość Mszy

Nie sposób pominąć faktu, że Kyrie należy do najstarszych elementów Mszy. Zostało przejęte z liturgii greckiej i zachowane na Zachodzie nawet wtedy, gdy cała reszta celebracji przeszła na łacinę. Jest starsze niż kanon rzymski w obecnym kształcie, starsze niż większość modlitw ofertorium, starsze niż wiele prefacji.

To właśnie dlatego Kościół nigdy (do ostatniej reformy) go nie przetłumaczył. Greckie Kyrie eleison pozostawało nietknięte jak Amen czy Alleluja. Liturgia sama wskazała, że mamy tu do czynienia z czymś więcej niż „opcjonalnym elementem”. Ale nie idzie już nawet o to by śpiwewać to koniecznie po grecku (chociaż dlaczego nie?), lecz o to by nie wyrzucać.

Msza bez Kyrie – zgodna z przepisami, ale…

Owszem, Msza bez Kyrie jest ważna i godziwa. Nikt tego nie kwestionuje. Ale jednocześnie trzeba uczciwie powiedzieć: Msza bez Kyrie zrywa pewną ciągłość, pozbawia zgromadzenie jednego z nielicznych momentów, gdy Kościół przemawia jednym głosem słowami, które brzmią nieprzerwanie od starożytności.

Co istotne: rubryki wcale nie zmuszają do rezygnacji z Kyrie w niedziele. Wręcz przeciwnie.

Zgodnie z Ogólnym wprowadzenie do Mszału Rzymskiego:

  • Kyrie jest zasadniczo wykonywane zawsze, chyba że zostało już zawarte w akcie pokuty (ale nikt mnie nie przekona, że tropy to Kyrie),

  • forma Confiteor domaga się Kyrie po sobie,

  • nic nie stoi na przeszkodzie, by w Mszach uroczystych i niedzielnych wybrać formę aktu pokuty, która zachowuje Kyrie w pełnym kształcie, także śpiewanym.

To nie jest postulat „powrotu do przeszłości”, lecz rozsądny wybór spośród istniejących form.

Apel świeckiego

Dlatego pozwalam sobie – jako świecki uczestnik liturgii, nie jako rubrycysta zza biurka – zaapelować do proboszczów i celebransów:

Nie rezygnujmy z Kyrie tam, gdzie nie ma takiej konieczności. Zachowujmy je zwłaszcza w niedziele i uroczystości, gdy liturgia powinna oddychać pełną piersią. Formy uproszczone zostawmy na dni powszednie, gdy pośpiech bywa realnym argumentem.

Kyrie nie jest dodatkiem. Jest głosem Kościoła wołającego do Pana. Wszystkie melodie, które na przestrzeni wieków powstały o tym świadczą — to jest wołanie! A wołania tego – po dwóch tysiącach lat – naprawdę szkoda uciszać.

Michał Jędryka

Redaktor

Redaktor Autor

Redaktor